Przejdź do głównej zawartości

Historia pewnej czapki

Na szkoleniach z udzielania pierwszej pomocy uczą, że nie wolno krzyczeć: pomocy. Trzeba wołać panie w zielonej kurtce, zadzwoń pan po pogotowie, albo pani w różowym swetrze, pani mi pomoże tamować krwawienie itp. Żywy przykład miałam kilka dni temu. 
Tym razem nie ja zemdlałam. Dziewczyna w pełnym autobusie. Podniosłam ją, cuciłam, rozmawiałam. Wysiadłam z nią, odprowadziłam do pracy, gdy poczuła się lepiej. Obok chłopy jak byki. Łatwiej by im było podnieść dziewczynę niż mi? Pewnie tak. Ale najbardziej poruszyła mnie pani w szarej czapie. Siedziała tuż obok. Patrzyła na zemdloną jak patrzy się na but, który wdepnął, gdzie nie trzeba. Próbowała się odsunąć choć na kilka milimetrów. Więcej się nie dało. Obrzydzenie na jej twarzy prześladuje mnie do dziś. Można tak bardzo gardzić drugą istotą? Dlaczego?
Szarą czapę widuję niemal codziennie. Jak większość twarzy i czap z tej trasy. Wiemy o sobie bardzo dużo - gdzie mieszkamy, co mamy na drugie śniadanie do pracy, jakiej słuchamy muzyki z komórek, co czytamy po drodze. Niby jesteśmy dla siebie anonimowi, ale nie. Wcale nie. Jesteśmy dokładnie tym samym. Różnią nas drobiazgi. A czasem czapki...

Komentarze

  1. Czasami się zastanawiam, czy to odwracanie głowy wynika tylko z obojętności, czy również ze strachu... przed obcym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Większość nie pomaga, to i ja nie muszę. - wydaje mi się, że tak to działa...

      Lisie - marzę o tym, żeby moi bliscy zawsze dojeżdżali do pracy z Lisami!

      Usuń
    2. Wydaje mi się, że to nie pogarda, a lęk. Ta potrzeba odsunięcia się może potwierdzać tę teorię (ucieczka).

      Usuń
    3. Strach strachem (jest) ale obojetnosci tez jest duzo. W autobusie po pracy jak sie zdarzy, ze wsiadzie jakas starowinka, to tak idzie pomalutku od strony kierowcy, i mija obojetne twarze mlodych ludzi, którzy nagle tyle fascynujacych rzeczy za oknem widza, a ona idzie, idzie, pomalutku, i ja WIEM ze jak dojdzie do konca (tam gdzie ja siedze zwykle) to dalej nikt nie wstanie, wiec zbieram moich tysiac toreb, chleb, kartofle, buraki, por spod pachy wystaje, no i ustepuje no bo JAK TU NIE USTAPIC no ja tego nie rozumiem po prostu.
      I tak jest za kazdym razem.

      Ze sie ktos przewrócil, to zdarzylo mi sie raz - ale tu postawa obywatelska byla wzorowa. Starszy pan sie przy naglym hamowaniu przewrócil na mnie (stalismy na srodku autobusu), ja polecialam do przodu ale utrzymalam sie na nogach, a on przywalil glowa w siedzenie i podloge. Podnioslam go razem z dziewczyna, która okazala sie byc pielegniarka, ludzie pozbierali panu rozsypane zakupy do torby i nieomal zaniesli go na rekach na lawke na dworzu.

      Raz jest tak, raz siak...

      Usuń
    4. Napisałam o obrzydzeniu i pogardzie bo to właśnie zobaczyłam na twarzy odsuwającej się osoby. Nie strach, ale autentyczne obrzydzenie i to próbowałam jakoś sobie w małym rozumku zinterpretować - co tu jest wstrętnego? Materia ludzka, której krążenie nie wyrobiło w dusznym autobusie w mieście pełnym smogu?
      Dziś znów dziewczyna padła. Ten sam autobus. Nie ta sama. Dziś było lepiej - kilka osób się rzuciło pomagać. W tym ja. Może lisizm jest zaraźliwy? :p

      Usuń

Prześlij komentarz