Przejdź do głównej zawartości

Po raz pierwszy

Uważam, że warto robić różnie rzeczy po raz pierwszy. Dla zdrowia psychicznego. Żeby nie zardzewieć w utartych schematach. W miarę możliwości lepiej po raz pierwszy iść do egzotycznej restauracji niż na ostry dyżur, ale każda nowa sytuacja zmusza nas do skupienia uwagi. Skutki bywają trudne do przewidzenia, ale przeważnie są pozytywne.
Wczoraj pierwszy raz poszłam na lekcję tańca orientalnego. 
Zawiązali mi chustę z dzwonkami.
Dzwoniłam.
Dzwoniłam jak bulterier. Jak wściekły byk. Jak Tommy Lee Jones w Ściganym...

A Wy co ostatnio robiliście po raz pierwszy?

Komentarze

  1. Pełna zgoda! Uważam, że w życiu należy robić rzeczy, których się nie umie. Ciągłe robienie tego, co się już umie - ogranicza.

    W poniedziałek wierciłam wiertarką udarową w ścianie. Pierwszy raz. I też

    "Jak wściekły byk. Jak Tommy Lee Jones w Ściganym..."
    ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Lisię poproszę o zamieszczenie obszernej relacji filmowej, jak wyginasz się orientalnie, wijesz i dzwonisz jak wściekły byk:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłam zbyt skupiona na tym, żeby się nie przewrócić - obsługa nagrywania już całkowicie przekraczała moje możliwości. Musisz to sobie wyobrazić. Chusta była niebieska :D

      Usuń
    2. Wyobraziłem sobie... Pięknie dzwoniłaś Lisie tą niebieską chustą:)

      Usuń
    3. Dziękuję za tyle wiary w moją niebieskość :D

      Usuń
  3. Tommy Lee Jones nosił w „Ściganym” chustę z dzwonkami? ;D
    PS: Ja oststnio po raz pierwszy poddałam się pełnej narkozie. Ale nie z własnej woli. Liczy się?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Metafora - trudne słowo :D
      Myślę, że narkoza się liczy, choć dużo fajniejsze są te pierwsze razy, które wybierasz sama, a nie te, które wybierają ciebie... Ale z tych ostatnich można coś pozytywnego wycisnąć. Już wiesz, że to nic strasznego.

      Usuń
    2. Tja, metafora w bardzo dużym rozkroku. ;D
      Jak to „nic strasznego”? Kto powiedział, że „nic strasznego”? Wolałabym już więcej nie mimo wszystko.

      Usuń
    3. Nic strasznego, bo jesteś cała i zdrowa. To był boss, którego pokonałaś. Dzięki temu nabiłaś expa i zrobiłaś nowe skille :D

      Usuń
  4. Pierwszy raz rysowałam stopy i dłonie, nawet nawet :) dzwoneczku :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O proszę! Jakieś konkretne te stopy i dłonie, czy taką ideę stóp i dłoni rysowałaś?
      Dzyń!

      Usuń
    2. własne :P ładnie, dzyń!

      Usuń
    3. Przynajmniej nikt Ci nie powie, że niepodobne... :p

      Usuń
  5. Ja wiertarką pierwszy raz całe lata temu. Spoko. Ale ja nie tańczę, to mnie napawa traumą, mam jednak zamiar pokonać lęki.
    Rozwodzę się właśnie pierwszy raz, to się liczy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chcę się szarogęsić, w końcu to Lis króluje na tym podwórku, ale jeśli mogłabym delikatnie zasugerować... Głosuję za zaliczeniem pierwszego rozwodu do pierwszych razów. ;-)

      Usuń
    2. O, dzięki Kalino! Tak, nie chciałabym przyćmić tych dzwoneczków! ;D

      Usuń
    3. I tylko bardzo proszę o nieumniejszania mojej wiertarki! ;-)

      Usuń
    4. Twojej - nigdy. Moją umniejszam, bo ja często się nią posługiwałam :) Gwoździe też wbijam elegancko ;)

      Usuń
    5. Całe życie marzę o posiadaniu własnej wiertarki. Tylko mojej. Ale mąż ma już jedną, więc po co druga? I nie robią różowych - chujki.

      Usuń
    6. Nie, no niemożliwe! Jak mogliby nie produkować czegoś tak niezbędnego jak różowe wiertarki?!

      Usuń
    7. Radykalnaja - skoro jest różowy kałasznikow, to musi być różowa wiertarka!

      Usuń
  6. Kalino, Twoja wiertarka jest wielka i ważna!
    Skorpionie, jestem pełna szacunku - myślę, że rozwód to bardzo trudne przeżycie, ale bardzo potrzebne, gdy już ludzie nie chcą ze sobą być. Życzę Ci dużo lepszych i milszych pierwszych razów, ale ten jest ogromny i oby niósł za sobą poprawę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, bo "rozwód", to tylko słowo... A w tym się mieszczą - pierwsza noc samemu, pierwsze wakacje bez ojca, pierwsza sprzedaż domu, krojenie stołu, pierwszy PIT sama, wszystko jest wtedy pierwsze i ostatnie zarazem. Przeżycie ogromne. Ale to wszystko w porównaniu z kwestią podjęcia decyzji to pikuś. Decyzja była najcięższa. Bo bardzo przemyślana, w każdą stronę. Pogodzenie się na utratę wszystkiego, co znane.

      Usuń
    2. I dziękuję za życzenia i wsparcie. Bardzo cenne :*

      Usuń
  7. Po raz pierwszy namalowalam kartofla, ale nie wiem czy to sie liczy :)
    Z takich powaznych rzeczy, to chyba ostatnio nic, bo ja trzesidupa jestem. Aczkolwiek niewykluczone, ze bede musiala niebawem poddac sie pierwszy raz leczeniu kanalowemu zeba. Bez watpienia spore to bedzie wyzwanie :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! Wczoraj zakończyłam pierwsze moje kanałowe. W miarę możliwości nie wybierałabym jakieś inne pierwsze razy, ale ten też mnie wzbogacił o pewną wiedzę i umiejętności.

      Usuń

Prześlij komentarz