niedziela, 6 września 2015

z dalekiego berlina

przeczytałam my, dzieci z dworca zoo christiane f. 

bardzo długo bałam się tej książki, a teraz treść we mnie wsiąka i jestem zachwycona. dlaczego się bałam? bo ja się boję książek o staczaniu się, o rozpaczy, o sięganiu dna. christiane pisze o uzależnieniu od heroiny, a ja nawet antybiotyków nie biorę, więc bać się nie powinnam. a jednak. 

to, co naprawdę przeraża, to nie gotowanie hery na łyżeczce w kiblu i nie obciąganie obcym chłopom za działkę. przeraża świat, którego na trzeźwo nie da się znieść. stosunki międzyludzkie w wielkim mieście. to jest dopiero straszne. 

czy ja wiem, jak to jest, kiedy każdy dzień boli? kiedy rozpacz wyciska powietrze z płuc? tak, wiem. ostatnio nawet aż za dobrze. czytam o dziewczynce z berlina zachodniego sprzed 40 lat, a rozumiem każde słowo, choć to inne miasto, inne czasy, a i ja jakby dojrzalsza. nie ćpam, ale gdybym wierzyła, że to choć na chwilę może ukoić tęsknotę po stracie kochanej osoby, byłabym pierwszą ćpunką kraju. ale nie wierzę. 

książkę polecam ogromnie. spostrzeżenia na temat społeczeństwa wielkiego miasta wcale się nie zdezaktualizowały. ci, którzy odrzucają materializm, duszą się w nim. idea, myśl przewodnia, jakaś wiara są potrzebne nie mniej niż jedzenie i sen. bez nich każdy, kto ma więcej niż dwie szare komórki, zaczyna obumierać.

2 komentarze:

  1. Kosmita czytał wiele lat temu. I film widział. Bardzo przeżył.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja się chyba nie odważę obejrzeć filmu. książka wystarczy

      Usuń