Przejdź do głównej zawartości

Teatrum

Mama. Tata. Chłopiec. Dziewczynka. I szynszyla. U weterynarza.

Pobranie krwi gryzoniowi nie jest proste. Naczynia krwionośne są drobniutkie, a jak się gryzoń zestresuje, to jeszcze się zamykają i nic nie poleci. 
Więc pobiera weterynarz. Mama trzyma. Szynszyla gryzie. Chłopiec biega od ściany do ściany, bije siostrę, rzuca cukierkami, tarza się po podłodze. Dziewczynka nie wytrzymuje, wchodzi do gabinetu.
- Mama! On mówi, że mnie kopnie w jaja!
Przez otwarte drzwi wbiega z korytarza przestarszony hałasem pies.
Szynszyla zwiewa.
- Łap szynszylę! - wrzeszczy Mama odgradzając ją od psa.
- To ja poczekam w samochodzie - mówi Tata.

Ogłupiały Lis siedzi na korytarzu zasłaniając własnym ciałem świnię morską i gapi się na owo teatrum.
Chcecie spróbować wyciągnąć wnioski?

Komentarze

  1. Tata raczej nie stanal na wysokosci zadania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz... przemknęło mi to przez myśl

      Usuń
  2. Wniosek jest jeden: lepiej mieć świnkę morską niż stado ludzkich świnek.. ;-)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz