Mam dziesiątki relacji, w których mogę być radosna.
I żadnej, w której mogę być smutna.
Odbieram przesyłkę z paczkomatu.
Wiewiór: Co tam jest?
Lis: Buty. Dwa.
Wiewiór: Po co ci dwa?
Podobno to, czego najbardziej się boimy, nigdy się nie zdarza.
Otóż zdarzyło się.
Pod koniec lutego.
Choroba odebrała mojemu ojcu możliwość rozpoznawania świata wokół niego.
On jest. Jeszcze.
Ale jakby go nie było.
Jakby nie on był.