piątek, 30 grudnia 2016

Teatrum

Mama. Tata. Chłopiec. Dziewczynka. I szynszyla. U weterynarza.

Pobranie krwi gryzoniowi nie jest proste. Naczynia krwionośne są drobniutkie, a jak się gryzoń zestresuje, to jeszcze się zamykają i nic nie poleci. 
Więc pobiera weterynarz. Mama trzyma. Szynszyla gryzie. Chłopiec biega od ściany do ściany, bije siostrę, rzuca cukierkami, tarza się po podłodze. Dziewczynka nie wytrzymuje, wchodzi do gabinetu.
- Mama! On mówi, że mnie kopnie w jaja!
Przez otwarte drzwi wbiega z korytarza przestarszony hałasem pies.
Szynszyla zwiewa.
- Łap szynszylę! - wrzeszczy Mama odgradzając ją od psa.
- To ja poczekam w samochodzie - mówi Tata.

Ogłupiały Lis siedzi na korytarzu zasłaniając własnym ciałem świnię morską i gapi się na owo teatrum.
Chcecie spróbować wyciągnąć wnioski?

5 komentarzy:

  1. Tata raczej nie stanal na wysokosci zadania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz... przemknęło mi to przez myśl

      Usuń
  2. Wniosek jest jeden: lepiej mieć świnkę morską niż stado ludzkich świnek.. ;-)

    OdpowiedzUsuń