if

Poczułam lekką sympatię do swojej pracy, gdy zdałam sobie sprawę, że w każdej chwili mogę odejść. Że to moja decyzja, że nic mnie nie trzyma. Jak zechcę, to odejdę. To łatwe.

Niedawno po raz pierwszy pomyślałam, że w każdej chwili mogę wyjechać. Z kraju. Jeśli zechcę...

Komentarze

  1. Bardzo lubię angielskie okresy warunkowe. Zupełnie niedawno ja również przypomniałem samemu sobie to, że nie muszę, jeśli nie chcę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fascynuje mnie must/mustn't.
      Musisz/nie wolno ci.
      Czyż to nie lepsze niż nasze: musisz/nie musisz?

      Usuń
    2. Dopiero od niedawna zauważam, że język kształtuje świadomość swojego użytkownika. Więc teraz mi dynda. Whatever.

      Usuń
  2. Odejsc mozna, jasne, tylko u mnie powstaje problem: co dalej. I to jest bardzo powazny problem, bo mialabym ogromne trudnosci ze znalezieniem pracy (no chyba ze pójde sprzedawac bulki za najnizsza krajowa, ale jakos mi sie to nie usmiecha)
    Wiec ja niestety tej sympatii nie czuje ;)

    Ale kto wie, moze i na te bulki sie kiedys skusze, jak juz kompletnie do glowy tutaj dostane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie przestałam się przejmować tym, co dalej. Dotarło mi pod czaszkę, że mogę siedzieć w markecie na kasie, przekładać faktury w hurtowni materiałów budowlanych - cokolwiek. Bo to w żaden sposób nie dotyka tego, kim jestem. To może mnie co najwyżej zmęczyć, ale to nie ja. Ja to coś dużo więcej.

      Usuń
    2. Mnie tez nie dotyka CO robie. Ale tak sie sklada, ze wszedzie od czlowieka zadaja pieniedzy, za mieszkanie kaza placic, i za urlop, no a sprzedajac bulki moge zapomniec o wyjazdach. A wtedy to juz oznacza koniec mnie, bo ja nie dam rady spedzic dwóch wolnych tygodni na balkonie, w zimnie i deszczu. Po prostu nie dam rady... A leki na depresje tez kosztuja, wiec bym w kozi róg wpadla ;)

      Usuń
    3. Moje leki kosztują i wiewióra kosztują i kredyt kosztuje, wszystko kosztuje. Ale nawet w kartonie pod mostem nie będę zdefiniowana tym, co robię. Uwolniłam się z myślenia o kozim rogu. Wszędzie zarobię, wszędzie jakoś sobie poradzę - lepiej, gorzej, ale wszędzie ja.

      Usuń
    4. Oby Lisie drogi, oby. Tez tak myslalam, dopóki w ten kozi róg nie wpadlam. Okazal sie o wieeele ciemniejszy, niz sobie wyobrazalam. Po latach wylazlam, i nie mam zamiaru wracac. Nie-nie-nie. I nie ukrywam, ze poziom zycia w miare godny istoty ludzkiej (wreszcie bez lęku o podstawowy egzystencji w stylu "czym wykarmic rodzine przez 3 tygodnie zeby nic nie wydac") odegral w tym wylazeniu spora role.
      Chociaz dobrze mnie to zahartowalo i teraz sie to czasem przydaje ;)

      Usuń
  3. Ważny by w sobie odczuwać wolność, tak, wtedy jest dużo łatwiej :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To be free
      Or to feel free
      The first one is a myth
      Yeah, to be free
      Or to feel free
      The first one is a myth
      For to be is to feel and to be real is to see...

      Jak śpiewał pewien rudzielec z Manchesteru.

      Usuń
  4. Chciałam napisać komć, ale okazało się, że Małgosia już to zrobiła :) Smakuję wolność z niedowierzaniem mocząc w niej język :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Miłość w czasie postkultury

M... jak przemoc

Uprałam