Szukasz sobie zajęć Lisie:) Ja się powstrzymuję i po raz pierwszy w życiu doświadczam zgnuśnienia. Na razie wrażenia mam ambiwalentne, bo możliwe, że nie posiadam odpowiedniej konstrukcji, by cieszyć się tym stanem.
Właśnie myślałam, że nie szukam sobie zajęć. Po prostu spojrzałam na kratkę i wydała mi się strasznie brudna. Może to moja podświadomość szuka zajęć. W sprawie konstrukcji, to wydaje mi się, że człowiek dość łatwo się adaptuje. To może zająć kilka tygodni czy miesięcy, ale w końcu zauważysz pozytywy tego bezruchu.
No właśnie te zdolności adaptacyjne mnie martwią, bo ja nie chcę zaadaptować zgnuśnienia, ani trochę, ponieważ kojarzy mi się ono z jakimś takim totalnym rozmemłaniem, tępym wzrokiem wbitym w telewizor, keczupem ściekającym po brodzie i opasłym brzuszyskiem. Przerażająca wizja.
No bo Ty Lisie o rozleniwieniu mówisz, które może być rozkosznym połączeniem fizycznego bezruchu lub spowolnienia, z poruszeniem intelektualnym (pięknie to ujęłaś Lisie) i intensywną pracą wyobraźni. Zgnuśnienie kojarzy mi się nie tylko z fizyczną degrengoladą, ale przede wszystkim z intelektualnym otępieniem, jak w jakimś letargu.
Od kiedy medytuję, nauczyłam się, że bezruch mojego ciała jest pozorny, bo nawet w czasie, gdy tylko oddycham, w środku dzieją się światy. Lubię ten stan. Otępienie chyba na razie nam nie grozi, patrząc choćby po komentarzach, jakie wypisujemy ;)
Szczerze polecam - praktykuję od kilku miesięcy, nie jestem w tym wybitna, a odczuwam pozytywne skutki. Nawet Wiewiór dał się namówić i czasem praktykuje ze mną.
Szukasz sobie zajęć Lisie:) Ja się powstrzymuję i po raz pierwszy w życiu doświadczam zgnuśnienia. Na razie wrażenia mam ambiwalentne, bo możliwe, że nie posiadam odpowiedniej konstrukcji, by cieszyć się tym stanem.
OdpowiedzUsuńWłaśnie myślałam, że nie szukam sobie zajęć. Po prostu spojrzałam na kratkę i wydała mi się strasznie brudna. Może to moja podświadomość szuka zajęć. W sprawie konstrukcji, to wydaje mi się, że człowiek dość łatwo się adaptuje. To może zająć kilka tygodni czy miesięcy, ale w końcu zauważysz pozytywy tego bezruchu.
UsuńNo właśnie te zdolności adaptacyjne mnie martwią, bo ja nie chcę zaadaptować zgnuśnienia, ani trochę, ponieważ kojarzy mi się ono z jakimś takim totalnym rozmemłaniem, tępym wzrokiem wbitym w telewizor, keczupem ściekającym po brodzie i opasłym brzuszyskiem. Przerażająca wizja.
UsuńA ja bezruch fizyczny kojarzę z poruszeniem intelektualnym. A jak będę się bać, że utyję, to zacznę nosić maseczkę w domu, żeby nie podjadać.
UsuńNo bo Ty Lisie o rozleniwieniu mówisz, które może być rozkosznym połączeniem fizycznego bezruchu lub spowolnienia, z poruszeniem intelektualnym (pięknie to ujęłaś Lisie) i intensywną pracą wyobraźni. Zgnuśnienie kojarzy mi się nie tylko z fizyczną degrengoladą, ale przede wszystkim z intelektualnym otępieniem, jak w jakimś letargu.
UsuńOd kiedy medytuję, nauczyłam się, że bezruch mojego ciała jest pozorny, bo nawet w czasie, gdy tylko oddycham, w środku dzieją się światy. Lubię ten stan. Otępienie chyba na razie nam nie grozi, patrząc choćby po komentarzach, jakie wypisujemy ;)
UsuńCałkiem niedawno naszła mnie myśl, że powinienem wreszcie spróbować medytacji, żeby doświadczyć, jak to jest...
UsuńSzczerze polecam - praktykuję od kilku miesięcy, nie jestem w tym wybitna, a odczuwam pozytywne skutki. Nawet Wiewiór dał się namówić i czasem praktykuje ze mną.
UsuńMalujemy pokoje, piekarnik zostawiłam na koniec... taka kratka.
OdpowiedzUsuńNa jaki kolor?
Usuń