Posty

Czy pracodawca doceni?

Nowa umiejętność do CV: przed chwilą rozlpier.... zepsułam pilota do tv. Tak w drobny mak. Naprawiłam całość przy użyciu szydełka nr 1,25 i kordonka bawełnianego. Działa. Czuję się, jakbym wysłała lot załogowy na Marsa :)
Jutro pierwszy dzień na nowym miejscu i dość trudne zadanie na dzień dobry. Trzymajcie za mnie kciuki. Buziak

Moje serce przepełnia

Dziś ostatni dzień pracy na starym miejscu. Właśnie się zastanawiam, czy przy pakowaniu nie złamałam sobie palca. Wygląda podejrzanie. I boli. Mniejsza.
Taka jedna, co mnie lubi, zdybała mnie samą w kuchni. Przytuliła. Powiedziała mi ze łzami w oczach, żebym na siebie uważała na siebie, bo moje nowe miejsce pracy jest obok bardzo ruchliwej ulicy, a ja przecież często mdleję. Żebym tam, na tej ulicy nie...

Lodowa prośba

Wiosną tego roku lisiowiórczą rodzinę dopadły szpitalne klimaty. Na razie między nami a placówkami medycznymi panuje rozejm (nie mylić z pokojem). Kiedy szłam na operację prosiłam o trzymanie kciuków. Kumpela zaproponowała, że zje na moją intencję loda w kształcie pandy. Zjadła. Operacja się udała, zatem ta metoda ma w sobie jakiś głęboko ukryty sens :) Bardzo mi wtedy pomogły wszystkie Wasze intencje - lody, ciastka, wino, piwo, słowa, łapy i ogony.
Dziś Kumpela sama stoi na progu szpitala, operacja w środę. Zjem za nią loda. Wszystko się uda - nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Dziewczyna bardzo się denerwuje, a że dość często zagląda na mojego bloga, to mam do Was prośbę: napiszcie dla niej dobre słowo, poprośmy wszyscy świętą Chirurgardę, by czuwała, zjedzmy dodatkowe lody na jej intencję.  Ta "święta" najwyraźniej lubi lody :)

Perspektywa ma znaczenie

Przemoczyłam dziś buty, śnieżyca, korek, spóźnienie, wywaliłam kanapkę na podłogę - nie było co zbierać.
Powiedziałam w pracy, że za miesiąc już mnie nie będzie i nagle zrobiło się piękniej.

Historia pewnej czapki

Na szkoleniach z udzielania pierwszej pomocy uczą, że nie wolno krzyczeć: pomocy. Trzeba wołać panie w zielonej kurtce, zadzwoń pan po pogotowie, albo pani w różowym swetrze, pani mi pomoże tamować krwawienie itp. Żywy przykład miałam kilka dni temu.  Tym razem nie ja zemdlałam. Dziewczyna w pełnym autobusie. Podniosłam ją, cuciłam, rozmawiałam. Wysiadłam z nią, odprowadziłam do pracy, gdy poczuła się lepiej. Obok chłopy jak byki. Łatwiej by im było podnieść dziewczynę niż mi? Pewnie tak. Ale najbardziej poruszyła mnie pani w szarej czapie. Siedziała tuż obok. Patrzyła na zemdloną jak patrzy się na but, który wdepnął, gdzie nie trzeba. Próbowała się odsunąć choć na kilka milimetrów. Więcej się nie dało. Obrzydzenie na jej twarzy prześladuje mnie do dziś. Można tak bardzo gardzić drugą istotą? Dlaczego? Szarą czapę widuję niemal codziennie. Jak większość twarzy i czap z tej trasy. Wiemy o sobie bardzo dużo - gdzie mieszkamy, co mamy na drugie śniadanie do pracy, jakiej słuchamy muzyki…

...

Wynik w granicach normy.

Natchnienia w życiu codziennym

Poranny autobus. Zapchany po dach. Rozmyślam sobie o ostatniej książce, którą czytałam - powieść o królowej Saby i Salomonie. Ładnie do siebie listy pisali. Jak to szło... połóż mnie jak pieczęć na swoim sercu...
W tym tej właśnie chwili z rozmyślań wyrwało mnie donośne pierdnięcie któregoś z pasażerów. Na tyle głośne, że huk silnika zagłuszyło.
To tyle, jeśli chodzi o natchnienia w życiu codziennym.