niedziela, 4 lutego 2018

Uderz w stół

Notka napisana pod wpływem Caviardage oraz Skoprion PandeMonia

KAŻDY SIĘ WSTYDZI.
KAŻDY SIĘ WSTYDZI TRZECH RZECZY.
ŻE NIE JEST ŁADNY.
ŻE ZA MAŁO WIE.
I ŻE NIEWYSTARCZAJĄCO DOBRZE RADZI SOBIE W ŻYCIU.
KAŻDY.
Małgorzata Halber

Jeśli prawdą jest, że KAŻDY z nas ma te problemy, to jako cywilizacja leżymy. Bo nie tylko ŁADNY ma prawo do życia. Nie tylko ten, kto coś WIE, zasługuje na aprobatę. No i kto ma sądzić, czy DOBRZE SOBIE RADZIMY? My? Inni? Co lub kto ma być miarą naszej urody i sukcesu? Kolorowe gazetki pełne wyfotoszopowanych gąb i tyłków? Zdjęcia znajomych, którzy właśnie odwiedzili Tajlandię i machają do nas z grzbietu słonia? 

Banał? Pewnie, że banał. Ale konia z rzędem temu, kto nie spojrzy na siebie krytycznie oglądając się na takie obrazki. Pojęcia nie mam, czemu tak się dzieje.

Wiem za to, że każdy z nas zaczynał swoją drogę z innego miejsca - jedni mieli łatwiej na stracie, inni trudniej.  Dlatego tylko my sami wiemy, jak daleko zaszliśmy. Miarą sukcesu nie jest to, co inni o tym sądzą. A my zawsze polegniemy, jeśli zechcemy właśnie na innych opierać nasze skale.

W moim pojęciu sukces odnosi ten, kto umie się cieszyć tym, co ma. 
Piękny jest ten, kogo stać na uśmiech. 
Ale to jest moja skala. 
Wy szukajcie własnej.

14 komentarzy:

  1. Och, zapłodniłam Cię, Lisie :)
    I to niechcący.
    Na wstępie powiem, ze ja się sobie podobam i lubię się. No, nie zawsze i nie ciurkiem ofkors ;) Nigdy nie nudzę się w swoim towarzystwie. Jeśli już miałabym mieć jakieś anse do siebie, to punkcie drugim. Bo z biegiem czasu wiem, że nic nie wiem. Oraz przejściowo, w czasie rozwodu, w punkcie trzecim. Ale trzeci minie.
    Lubię się śmiać z siebie. Pokazywać świat w krzywym zwierciadle, żeby te wszystkie cechy wypływały. Nie ma ludzi idealnych, nikt nie ma jak po maśle. Ale może to dobry temat na post? Uderz w stół... ;)

    Weszłam teraz i zobaczyłam, że ważne jest , co dalej napisano:
    "Dlaczego więc nikt się do tego nie przyznaje? Dlaczego nikt o tym nie mówi? O ile łatwiej by się nam rozmawiało na przyjęciach, gdyby można to było powiedzieć na głos".

    Jestem w tym wieku, że już mogę się śmiać z siebie, ze swoich wad. I już odkryłam to, że u innych trawa tak samo spłowiała.

    Mam skalę oscylującą wokół Twojej.
    Uśmiech dla Ciebie! :)))))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lis zapłodniony przez skorpiona... tfu! Zboczeństwo jakieś :D
      Myślę, że jesteśmy dużo mądrzejsi w chwili, gdy zaczynamy rozumieć, że mamy wady, że każdy ma wady i to jest normalne. Że każdy doświadcza spraw trudnych, z których nie ma prostych i łatwych wyjść. Kiedy napisałaś, że się rozwodzisz, od razu poczułam, że jestem całym sercem z Tobą, bo wiem jak trudne jest przerwanie wieloletniego związku. Pamiętam, ile to wymaga wysiłku. Dla mnie to powód do dumy, że przetrwałam (choć związek był nieformalny, ale i tak bolało). Na wszystkie moje blizny patrzę jak na ordery - jestem z nich dumna. Ściskam Cię bardzo mocno.

      Usuń
    2. Nooo, teraz złożymy jajo.

      Tak, to wymaga ogromnego wysiłku, w końcu to 20 lat życia. Rozwalenie murów własnego komfortu w jednych sprawach, a ekspansja własnego ja w innych. Decyzja zależała od wyniku rachunków.
      No i tak wyszło. Zdawałam sobie sprawę, ze będzie ciężko. I się nie pomyliłam :)

      Ściskam :*

      Usuń
    3. Nasz pisklak miałby włochaty ryjek, sterczące uszka i ogon z żądłem. Jeśli czyta to jakiś grafik, może się pokusić o narysowanie :D Z jakiegoś powodu ta hybryda bardzo mi pasuje do naszych rozważań o kształcie życia. Bo zawsze z życia coś wylezie, czego się nie spodziewaliśmy w najśmielszych przypuszczeniach, a to, że owo coś jest niepodobne zgoła do niczego, wcale nie znaczy, że będzie złe. Taki lisorpion może być bardzo ciekawą istotą, a świat będzie bogatszy, że go ma.

      Usuń
  2. Bierze sie to chyba stad, ze kazdy chce cos tam osiagnac i w trakcie tego procesu porównuje sie z innymi ale tylko równajac w góre, nigdy w dól. (no bo raczej nikt nie chce dazyc w dól)
    I wielu ludzi sie w tym zatraca. Przestaja widziec co maja w rekach (i nie chodzi wcale tylko o rzeczy materialne), i ze to byc moze calkowicie wystarczy.
    Twoja definicja sukcesu to jak dla mnie najprawdziwsza prawda. Staram sie stosowac. Jedynie staram - bo nie ukrywam, przez wiekszosc czasu nurzam sie w bagnie wlasnej nijakosci.
    Ale moze kiedys mi sie uda. W koncu i tak obecnie jestem na tej drodze o wiele dalej, niz bylam np. 15 lat temu. I to juz jest sukces! :)
    Bo u mnie (i u wielu innych mysle tez) to funkcjonuje tak: ja WIEM, ze to prawda, pogodzic sie z tym, kim sie jest i juz - ale miedzy "wiedziec" a "czuc" lezy cholernie wielka przepasc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakiś czas temu przeczytałam ogromną księgę Martina Caparrosa "Głód" - rodzaj bardzo złożonego reportażu o zjawisku głodu na świecie. Pod wpływem tej książki przestałam równać w górę. Mamy nieco ponad 7 mld ludzi na planecie, z czego ponad 1 mld dziś jest głodnych, choć nasze zasoby naturalne pozwalają na to, by każdy był najedzony. W tej sytuacji ja, która nigdy nie byłam głodna inaczej niż z wyboru, jestem uprzywilejowana bardziej, niż jestem sobie to w stanie wyobrazić. Przez to jestem też bardziej odpowiedzialna za tych, którym przywilejów los poskąpił. Moje wybory wpływają na życie innych nawet tam, gdzie tego nie widzę. Więc bez żalu odwracam głowę od tych, co mają ode mnie "lepiej", bo cały czas z tyłu głowy mam koszt owego "lepiej".
      Tulam diabła.

      Usuń
  3. Najbardziej dla mnie jest przykre to, że nie zgadza mi się moje poczucie własnej wartości z wartością monetarną na koncie. A potem zaczynam się zastanawiać nad tym, co to znaczy żyć godnie. Czy to kwestia nie robienia ludziom świństw, czy tego, że zastanawiam się na dwa dni przed pensją, czy mogę sobie pozwolić na kupno 10 jajek, czy może zamiast tego stać mnie tylko na 2 bułki i pasztet w puszcze, tak by mieć też za co zjeść następnego dnia. Ale też to, że "stać mnie" na te dwie bułki i ten pasztet. I czy w tym przypadku miarą "radzenia sobie" jest to, że za dwa dni jednak będę miał tę pensję na koncie, czy to, że przed pensją zastanawiam się nad zawartością lodówki w której jest tylko dżem, ketchup i ogórki konserwowe.

    Wszystko to kwestia perspektywy i poczucia tak zwanego własnego. Gdy jednak do oczu cisną się łzy to chyba coś jest gdzieś nie tak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, o czym mowa. Przez długie lata do łez doprowadzała mnie świadomość, że wypruwam sobie żyły w pracy, a pod koniec miesiąca jem bardziej niż skromnie. Jakakolwiek choroba rozwalała mi budżet w pył. Czułam się skrzywdzona przez fakt, że tyle z siebie daję i nadal nie przekłada się to na moje bezpieczeństwo finansowe. Po mojej prywatnej rewolucji zawodowej jest nieco lepiej, choć dalej bez cudów. Zawsze mnie ciągnęło na Islandię, ale szanse, że będę mogła sobie pozwolić na wycieczkę są raczej nikłe. Za to mogę zrobić porządny obiad pod koniec miesiąca. Z leczeniem dalej bywa różnie. Godności w to nie mieszam. Chciałabym wiedzieć, że moja jest niezbywalna, ale nie mam złudzeń... Głaskam Cię, Poeto.

      Usuń
  4. Pytanie, które powinniśmy sobie zadać brzmi tak: "Żyję jak chcę? Czy żyję tak jak chcą inni?" Myślę, że wielu ludzi ma z tym problem. Głównie tych ludzi, którzy są niepewni siebie, niezdecydowani, słabi bądź zwyczajnie nudni jak flaki z olejem. Bo bardzo łatwo jest dostosować się do czyjegoś wyobrażenie o nas. Żyć tak jak chcą rodzice, żona, mąż czy sąsiedzi. Nie wymaga to żadnego wysiłku. To jest bardzo wygodne, nic nie trzeba robić. Takim ludziom często wydaje się, że są tacy zaradni. A tak naprawdę nie widzą, że w wieku 50+ nadal mają nieodciętą pępowinę i są tylko wyobrażeniem własnej matki.
    Żyć po swojemu - to jest sztuka. Sztuka, której mogą dokonać tylko ludzie mądrzy i zdolni do autorefleksji. Pierwszy krok w tym kierunku to nie przejmować się opinią innych. I wbrew pozorom nie znaczy to, że trzeba być egoistycznym sukinsynem. Musimy znaleźć swoje miejsce na ziemi. Zajęło mi dojście do tego wniosku ładnych parę lat, ale w dniu kiedy to zrozumiałam wszystko stało się łatwe. Takie oczywiste. Jestem szczęśliwa. Czego i wam życzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedni Tobie wydadzą się słabi i nudni, innym Ty się taka wydasz. Ocena to miecz obosieczny. Dla mnie to ważne, żeby żyć po swojemu, ale przecież to nie jest cel każdego człowieka. Fajnie, że jesteś szczęśliwa ze swoim podejściem. Ja z moim - różnie bywa.

      Usuń
    2. Lisie - absolutnie masz rację. Ktoś kiedyś powiedział, że świat, w którym żyjemy zależy od sposobu w jaki go pojmujemy. To samo zdarzenie umysł lotny i nietuzinkowy odbiera jak coś fascynującego, a umysł płaski jak coś zupełnie banalnego. Zawsze jak o tym myślę przypomina mi się dialog z książki: "Wszystkie stworzenia duże i małe." Główny bohater, weterynarz idąc przez pola zatrzymał się i przyglądał się koniowi na łące. Powiedział do farmera stojącego obok: "co za wspaniałe i piękne zwierzę" Na to farmer, bardzo zdziwiony:"to koń przecież" Najważniejsze to żyć w zgodzie ze sobą, to nie jest łatwe, bo jesteśmy uwikłani w mnóstwo różnych związków. Jedni ludzie są nam bliscy, inni obojętni a są i tacy, których nie lubimy.

      Usuń
  5. Hm... Jestem w miejscu, gdzie ludzie wciąż wzdychają na mój widok, a ja na ich widok. I to była dla mnie ta dobra zmiana. Gdzie spotykam się ze znanym pisarzem, nie tylko w wymiarze lokalnym, sączymy nasze stouty i nie muszę nic udowadniać, jesteśmy sąsiadami, chociaż pierwszy raz spotkaliśmy się w bibliotece. Nie wstydzę się mojego akcentu, on nie ma się czego wstydzić. Wzajemność, partnerstwo. Tak, tego w Polsce wciąż mi brakowało. I jakoś tak łatwiej przechodzi się przez trudne sytuacje, kiedy wokół są ludzie, którzy w każdej chwili chcą być blisko, a "don't worry about anything" - nie jest tylko frazesem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech... z Tobą tak zawsze - jak zaczniesz gadać, to jakbyś bajkę opowiadała :D
      Naprawdę z całego serducha gratuluję Ci tego spokoju, jasności i wzajemności. Ja też wdycham, jak Cię czytam.
      Cmok.

      Usuń
    2. Żeby nie było tak słodko, to mam na uczelni typa, który mówi do mnie laleczko i żremy się okropnie, ale... dzisiaj spojrzałam na niego z lubością i pomyślałam, że może on nie jest taki zły, tylko ja się upieram, że chcę być inaczej traktowana. Zaczęłam go olewać i lepiej mi z tym, kiedy widzę, jak on się stara by mi dopiec, a ja już się nie wściekam, tylko grzecznie przechodzę obok. Wierzę, że tak jest lepiej. Bo nie psuję sobie nastroju... dlatego uważam, że jeden typ, nie może popsuć naszego samopoczucia.

      Usuń